
YouTube się wycofuje z cenzury COVID-owej, a polski rząd właśnie buduje machinę do tłumienia niewygodnych treści. Czy naprawdę jesteśmy aż tak głupi?
Proszę państwa, mamy tu klasyczny przykład polskiego „geniuszu” – gdy cały świat wyciąga wnioski z błędów, my właśnie te same błędy kopiujemy. YouTube przywraca skasowane konta, przyznając się do przesady w cenzurowaniu treści o COVID-19. A nasz rząd? Właśnie buduje system, który da urzędnikom więcej władzy cenzorskiej niż mieli moderatorzy z Doliny Krzemowej.
Ameryka się opamiętała, Polska wchodzi w fazę schizofrenii
Słuchajcie – YouTube, platforma z dwoma miliardami użytkowników, właśnie przyznała: „Przesadziliśmy. Kasowaliśmy konta za rzeczy, które nie powinny być cenzurowane.” Alphabet wprost napisał do Kongresu, że presja rządu na cenzurę była „nieakceptowalna i błędna”.
A co robi polski rząd? Ano 24 września 2025 przyjął projekt DSA, który daje Prezesowi UKE i Przewodniczącemu KRRiT możliwość blokowania treści w internecie. W dwa dni, jeśli wniosek złoży Policja. Z rygorem natychmiastowej wykonalności.
Czy tylko ja widzę tu absurd?
27 przestępstw – czyli wszystko może być „nielegalne”
Projekt wymienia 27 typów przestępstw, za które można blokować treści. Od handlu ludźmi po… uwaga… naruszenia praw autorskich. Wiecie co to znaczy? Że praktycznie każdy mem, każdy cytat, każde nagranie może być pretekstem do blokady.
Ale najlepsze jest art. 256 k.k. – „propagowanie totalitaryzmu”. Brzmi groźnie, prawda? Problem w tym, że pod to można podciągnąć wszystko. Krytykujesz rząd? Propagowanie totalitaryzmu! Pokazujesz historyczne zdjęcie? Propagowanie totalitaryzmu! Cytujesz Marksa w pracy naukowej? No zgadnijcie…
„Zaufane podmioty sygnalizujące” – czyli donosiciele 2.0
Projekt wprowadza coś, co nazywa się „zaufane podmioty sygnalizujące”. To organizacje, które będą mogły priorytetowo zgłaszać „nielegalne treści”. Kto decyduje, która organizacja jest „zaufana”? Ano Prezes UKE.
Wyobraźcie sobie: Fundacja Wszystko Dla Władzy dostaje status „zaufanego podmiotu”. I nagle każdy krytyczny wobec rządu wpis ląduje na biurku urzędnika z czerwoną flagą „PRIORYTET”.
Konstytucja? A po co komu konstytucja?
Art. 54 Konstytucji zakazuje cenzury prewencyjnej. Projekt DSA przewiduje rygor natychmiastowej wykonalności – czyli najpierw blokujemy, potem sprawdzamy czy słusznie.
Art. 42 mówi o domniemaniu niewinności. Projekt pozwala urzędnikowi ocenić, czy treść „wyczerpuje znamiona czynu zabronionego” – to kompetencja sądu, nie urzędnika!
Art. 78 gwarantuje dwuinstancyjność. Projekt? Tylko sprzeciw do sądu, bez odwołania.
Dwa dni na obronę – czyli sprawiedliwość na wariackich papierach
Wiecie ile czasu ma użytkownik na przedstawienie stanowiska? DWA DNI. 48 godzin. Weekend się nie liczy? Święta? Choroba? Nieważne – dwa dni i kropka.
To jak w tym dowcipie o egzekucji: „Skazany ma prawo do ostatniego słowa, ale musi się zmieścić między 'raz’ a 'dwa’.”
Lista ostrzeżeń – biznes killer made in Poland
Jeśli organ nie może zablokować treści, może wpisać domenę na „listę ostrzeżeń”. Co to znaczy? Że dostawcy internetu mogą (a pewnie będą musieli) blokować dostęp do strony.
Prowadzisz sklep internetowy? Blog? Serwis informacyjny? Jeden donos „zaufanego podmiotu” i możesz pożegnać się z biznesem. Bez wyroku sądu. Bez odszkodowania. Bez niczego.
Pytania, na które nikt nie chce odpowiedzieć
- Dlaczego wprowadzamy system cenzury dokładnie wtedy, gdy świat się z niego wycofuje?
- Kto będzie decydował, co jest „dezinformacją”? Minister Cyfryzacji? Prezes UKE? Może od razu partyjny sekretarz?
- Ile będzie kosztować utrzymanie armii urzędników czytających internet w poszukiwaniu „nielegalnych treści”?
- Co się stanie, gdy władza się zmieni i te same narzędzia trafią w ręce waszych przeciwników politycznych?
Wniosek: Jesteśmy narodem, który niczego się nie uczy
Przeżyliśmy PRL. Widzieliśmy cenzurę. Pamiętamy, jak wyglądało GUKPPiW. A teraz sami sobie fundujemy cyfrową wersję tego samego.
YouTube przyznaje się do błędów i cofa cenzurę. My wprowadzamy jeszcze gorszą. To jak gdyby ktoś, widząc sąsiada wycofującego się z płonącego domu, zdecydował: „A ja wejdę, może mi się uda!”
Proszę państwa, to nie jest walka z dezinformacją. To budowa infrastruktury do kontroli informacji. I jeśli myślicie, że będzie używana tylko przeciwko „złym ludziom”, to macie pamięć złotej rybki.
Historia uczy, że każde narzędzie cenzury będzie w końcu użyte przeciwko tym, którzy je stworzyli. Pytanie tylko, czy zdążymy się opamiętać, zanim będzie za późno.

