Polską polityczną prawicę ogarnęła gorączka skandali. Proces Grzegorza Brauna, perypetie związane z rozstaniem Marianny Schreiber z Piotrem Korczarowskim, oburzenie wokół obrazu nagiego Marszałka Piłsudskiego w MOCAK-u – to tematy, które zdominowały debatę publiczną. Tymczasem Polska stoi u progu tektonicznej zmiany globalnego porządku, a my zajmujemy się tym, kto kogo zdradził i ile centymetrów ma penis na obrazie.
Teatr absurdu zamiast debaty o przyszłości
W poniedziałek 8 grudnia odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie Grzegorza Brauna – europosła oskarżonego o zgaszenie świecy chanukowej w Sejmie, naruszenie nietykalności cielesnej i atak na dyrektora Narodowego Instytytu Kardiologii. Braun, z właściwym sobie zmysłem reżyserskim, nie przyznał się do winy, twierdząc że „działał w interesie rodaków”. Zażądał wyłączenia sędziego, nazywając go „neosędzią”.
Rozumiem emocje. Braun to polityk o odpowiednim formacie i charyzmie. Potrafi przykuć uwagę, wzbudzić sympatie lub antypatie. Ale pozwólcie, że zadaję brutalne pytanie: czy to, co stanie się z Braunem lub Konfederacją Korony Polskiej ma jakiekolwiek znaczenie dla interesu narodowego Polski?
Odpowiedź brzmi: nie.
Chleb i igrzyska XXI wieku
Podczas gdy obserwujemy spektakl sądowy Brauna, Marianna Schreiber opowiada na konferencji Prime MMA o „Murzynkach w sypialni” Piotra Korczarowskiego (który stanowczo zaprzecza: „Nigdy nie zdradziłem żadnej kobiety!”), a część środowisk prawicowych oburza się na obraz Karola Radziszewskiego przedstawiający nagiego Marszałka Piłsudskiego z kasztanką.
To jest dokładnie to, czego chcą ci, którzy rządzą – idiokratyzacja narodu polskiego.
Serwuje nam się głodne kawałki: kto kogo zdradza, kto pójdzie siedzieć, czyj penis jest na obrazie za duży. Liczy się klikalność i idące za nią złotówki z reklam. Media masowe zarabiają na emocjach, a my – jak żaby w powoli podgrzewanej wodzie – nie zauważamy, że gotujemy się żywcem.
O czym naprawdę powinniśmy rozmawiać?
Tymczasem:
Polska tonie w długach. System ochrony zdrowia zapada się na naszych oczach. System ubezpieczeń społecznych krachuje. Demografia to katastrofa – drastycznie spada liczba urodzeń, naród polski wymiera. Blisko 25% Polaków chce wyjścia z Unii Europejskiej, nie rozumiejąc konsekwencji takiego kroku dla gospodarki i bezpieczeństwa.
A przede wszystkim – Stany Zjednoczone właśnie ogłosiły, że przestają być „globalnym szeryfem”.
Nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA (NSS), opublikowana przez administrację Trumpa, to brutalne zerwanie z powojennym porządkiem. Dokument wprost krytykuje Europę za „słabość i utratę wartości”, sugerując wspieranie „patriotycznych partii” w krajach europejskich (czytaj: ingerencję w wewnętrzne sprawy sojuszników). Moskwa i Pekin przyjęły ten dokument z entuzjazmem – rzecznik Kremla nazwał go „pozytywnym krokiem” i „w dużej mierze zgodnym z wizją Rosji”.
Europa nie może już liczyć na cud. Polska nie może liczyć na amerykański parasol bezpieczeństwa. A politycy z PiS i PO jakby tego nie dostrzegają.
Kto ujmie się za narodem polskim?
Pytam wprost: kto na polskiej scenie politycznej myśli o tych prawdziwych problemach? Kogo można wskazać, kto ujmie się za narodem polskim?
No właśnie.
Serce boli, jak na to się patrzy.
Braun może być winny lub niewinny – to ustali sąd. Ale zarzuty niszczenia mienia i naruszenia nietykalności cielesnej są trudne do obrony. Jego proces, choć medialnie głośny, nie zmieni nic w wymiarze interesu narodowego. To teatr. Zasłona dymna.
Podobnie historia Schreiber i Korczarowskiego – to prywatna sprawa dwojga ludzi, którzy postanowili zarobić na swoim rozstaniu, serwując nam kolejne odcinki reality show. A oburzenie wokół obrazu Radziszewskiego? To kolejny przykład tego, jak łatwo odwrócić uwagę „świadomych Polaków” od rzeczy istotnych.
Penis na obrazie – nawet jeśli marszałkowski – nie zagraża Polsce. Zagraża jej brak strategicznego myślenia, brak wizji, brak odwagi, by mówić o prawdziwych problemach.
Co możemy zrobić?
Nie ma jednego prostego rozwiązania. Ale jest kierunek:
Praca od dołu i poszukiwanie prawdy. Z tym jest bardzo ciężko – mechanizmy kontroli obywatela w państwie są cały czas wzmacniane. Media głównego nurtu zarabiają na emocjach, nie na prawdzie. Eksperci milczą albo dostrzegają problem, ale nikt ich nie słucha.
Musimy wyjść ze strefy komfortu i zmienić podejście „moja chata z kraja”. Dzisiaj, jeśli my się nie zatroszczymy o naród, nikt tego nie zrobi. Ameryka nie będzie nas ratować. Unia Europejska zmaga się z własnymi problemami.
Jesteśmy sami.
A zamiast rozmawiać o przyszłości, dyskutujemy o tym, czy sędzia, który orzeka w sprawie Brauna to „neosędzia”, czy Korczarowski zdradził Schreiber, i czy Piłsudski powinien być nagi na obrazie.
Obudźmy się
Czas przestać zajmować się skandalikami i zacząć zajmować się Polską. Czas przestać klikać w clickbaity i zacząć szukać prawdy. Czas przestać być widzami teatru absurdu i zacząć być obywatelami.
Bo jeśli tego nie zrobimy, za kilka lat obudzimy się w kraju, którego już nie rozpoznamy – z długiem nie do spłacenia, bez systemu ochrony zdrowia, bez perspektyw dla młodych ludzi, bez sojuszników na arenie międzynarodowej.
I wtedy będzie za późno, żeby pytać: „Dlaczego nikt nic nie zrobił?”
Bo odpowiedź będzie brutalna: zajmowaliśmy się Braunem, Schreiber i nagim Piłsudskim.

