Skip to main content

Demografia. Słowo, które politykom przypomina się jak bumerang. Zawsze przed wyborami. Wtedy obiecują, że „zajmą się przyszłością naszych dzieci”. Problem w tym, że… tych dzieci już właściwie nie ma.

Wystarczy pójść do przedszkola, do szkoły podstawowej. Zajrzeć na dziennik elektroniczny. Klasy? 10, 15 dzieciaków, w porywach. Szkoły coraz częściej przypominają ośrodki korepetycji, a nie masową edukację. A potem zerknąć do domów opieki, do kolejek do kardiologa – i mamy odpowiedź. Polska się starzeje. Umiera powoli, ale nieubłaganie.

źródło : https://www.facebook.com/geopodstawowka

Nie pracujesz, a już płacisz

Dziś każdy z nas odkłada co miesiąc 1700, 1800 zł do ZUS-u. Czasem nawet więcej. Dla młodych – tych ledwo po studiach – to często pierwsza nauka dorosłości: jeszcze nic nie zrobiłeś, ale już państwo wystawiło ci fakturę.

Czy to zachęca do pracy? Do założenia rodziny? Do posiadania dzieci? Nie. Bo to pokolenie 30–40-latków musi dziś robić wszystko. Pracować na własne utrzymanie, utrzymać dzieci, spłacać kredyt (o ile jakiś bank łaskawie go udzielił) i… płacić za życie swoich rodziców. A w zamian? Marzenie o emeryturze choć zbliżonej do tej, jaką mają nasi rodzice – jest równie realne jak skok na Marsa.

źródło : https://www.zus.pl/baza-wiedzy/skladki-wskazniki-odsetki/skladki/wysokosc-skladek-na-ubezpieczenia-spoleczne

Bez wzorców. Bez relacji. W samotności

W tej układance brakuje jeszcze jednego elementu – wzorców. Bo dziś młody facet nie ma od kogo się uczyć. Ojciec zapracowany, społeczeństwo rozbite, media mówią mu: „Bądź wrażliwy, ale zarabiaj jak prezes Orlenu. Bądź czuły, ale silny. Płacz, ale tylko w męski sposób.” A kobieta? Ona ma gorzej – bo usłyszy z ekranu: „Po co ci facet? Zrób sobie ślub sama ze sobą. Albo nie. Zdradź i nie mów. To twoje prawo.” To już nawet nie absurd – to już groteska.

Mamy więc kobiety świetnie wykształcone, które nie mogą znaleźć partnera, bo – mówiąc brutalnie – mężczyzna nie nadąża. I mężczyzn, którzy przestają próbować. Samotność? Dziś nie jest wyborem. Dziś jest normą.

A rządy? Działają… na kredyt

Wszystko to dzieje się, gdy kolejne rządy – niezależnie od koloru krawata – walczą już tylko o jedno: przetrwanie. Nie ma planu, nie ma strategii. Jest tylko kolejny kredyt, kolejna pożyczka, kolejna kadencja. A my? Kiśniemy. W pracy, w mieszkaniu 38 metrów, w niepokoju o przyszłość.

Czy bunt wystarczy? Nie. Czy głos w wyborach wystarczy? Też nie.

Potrzebna jest praca u podstaw. Nie, nie rewolucja. Ale świadomość. Nazwanie problemów po imieniu. Debata. Rzetelna, odważna. Bez eufemizmów. Dlatego warto wspomnieć, że powstał już Think-Tank przy Fundacji Kisiela, który takie tematy nie tylko porusza, ale i je diagnozuje. Nazwywa rzeczy, których politycy się boją.

Pytanie do was, czytelnicy – czy jesteśmy gotowi?

Czy jesteśmy gotowi, by przyznać: życie na kredyt się kończy? Że nie da się wszystkiego zrzucić na „winę systemu”? Że może problem nie jest tylko w politykach, ale i w nas?

Czy jesteśmy gotowi zapłacić rachunek za lata wygodnego życia bez odpowiedzialności?

Czy stać nas – jako społeczeństwo – nie tylko na bunt, ale i na zmianę?

Zostaw komentarz