Otóż, proszę Państwa, wybuchła afera z KPO — czyli Krajowym Planem Odbudowy, który, jak się zdaje, może być kolejnym gwoździem do trumny układu rządzącego. Niektórzy już ochrzcili go mianem „Końca Platformy Obywatelskiej” — na przykład europoseł Ewa Zajączkowska, która na swoim facebookowym profilu nie zostawiła suchej nitki. Wtóruje jej pani Anna Bryłka z Konfederacji, obciążając zarówno PiS, jak i PO, za obecny stan tego, co niektórzy złośliwcy nazywają „Krajowym Planem Pożyczkowym” albo „Krajowym Planem Zadłużania Polaków”.

Ponieważ ja wszystkim tym politykom ufam mniej więcej tak, jak politycy ufają obywatelom — czyli wcale — uruchomiłem proces myślowy, wsparty dzisiaj popularnym pomocnikiem w postaci sztucznej inteligencji (celowo nie podam nazwy, bo jeszcze ktoś zacznie z niej korzystać i zrobi się jeszcze drożej, a co!). Zadałem mu pytanie — w zasadzie proste porównanie — czym jest KPO?
Tak, wiem, Wy już wszyscy wiecie, tylko ja jestem spóźniony i nie ogarniam.
SI odpowiedziała mi, cytuję w skrócie: „KPO, czyli Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności, jest programem rozwojowym realizowanym w Polsce, mającym na celu odbudowę potencjału gospodarczego po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19 oraz zwiększenie odporności społeczno-gospodarczej kraju. Plan ten skupia się na realizacji reform i inwestycji, które wspierają m.in. ochronę klimatu, transformację cyfrową, rozwój niskoemisyjnej gospodarki oraz innowacje.”
No i dobrze, mój prosty rozum to jeszcze ogarnia. Ale!
Tutaj się okazuje, że jacyś pechowcy nie załapali się na jachty, które mogliśmy im solidarne zasponsorować z naszych podatków, i rozpętała się wrzawa. O co chodzi? Przecież mówimy o dywersyfikacji działalności gospodarczej, o wsparciu w sytuacjach kryzysowych — takich jak pandemia! Ma to sens, myślę. Problem w tym, że obecna sytuacja to już trochę „ketchup po frytkach”. Przedsiębiorcy najwyraźniej już sobie jakoś radzą — nad morzem ceny posiłków zwalają z nóg. Po co im więc te jachty?
Czy nie słyszymy dzisiaj krzyku tych, którzy nie załapali się na benefity? Może więc warto kupić firmę na Allegro, żeby załapać się na program? I znowu mamy dowód na przedsiębiorczość Polaków — nawet w takiej sytuacji potrafimy sprzedać działalność pod rządowy projekt! Tyle że teraz tymi operacjami ma się zająć prokuratura europejska.

źródło : https://www.rp.pl/prawo-karne/art42838201-afera-kpo-prokuratura-europejska-przejmie-postepowanie-w-sprawie-nieprawidlowosci
Ale może to nie tylko Polacy są takimi cwaniakami, że zadłużają się, żeby ktoś zarobił… Może spójrzmy na naszych sąsiadów. Wracam do mojego AI-kolegi i pytam: czy Niemcy mają swoje KPO? A i owszem! Tylko że w Niemczech KPO to najpierw… Kommunistische Partei Deutschlands (Opposition) — Komunistyczna Partia Niemiec (Opozycja). Nie o to mi chodziło, ale już poczułem, że coś wisi w powietrzu.
Doprecyzowałem więc pytanie i dostałem odpowiedź: „W przypadku Niemiec plan ten obejmuje dofinansowanie w formie bezzwrotnych grantów o wartości około 25,6 miliarda euro (około 118 mld zł), zatwierdzonych przez Komisję Europejską. W przeciwieństwie do Polski, Niemcy nie wnioskowały o preferencyjne pożyczki — cały plan jest finansowany ze środków bezzwrotnych. Ostatnia aktualizacja planu z 2024 roku zwiększyła jego wartość do około 30,3 miliarda euro.”
I proszę! Niemiec potrafi. Bez pożyczek, tylko granty! Teraz czekam na wiadomość, ile jachtów kupili bogaci Niemcy — w końcu chodzi o pobudzanie gospodarki po kryzysie prawda?
Na koniec dodam, że mam słabość do krytyków z Konfederacji, bo przynajmniej można ich posłuchać z pewnym uśmiechem. Podczas pandemii miałem okazję rozmawiać z jedną z nich — wtedy jeszcze nie europosłem — która fundusze covidowe i wsparcie, uznawała za jak najbardziej słuszny krok rządu PiS. Ciekawe, czy dziś, przy 289 mld zł deficytu i procedurze nadmiernego deficytu wszczętej przez UE wobec Polski, też by się do tego przyznała? Ot, cała nasza „merytoryczna” opozycja.
A może by tak to wszystko rzucić w diabły i rzeczywiście wybrać się na rejs? W końcu jachty już są, pieniądze — też cudzym kosztem — wydane, więc pozostaje tylko stanąć na pokładzie, spojrzeć w dal i zanucić: „Ahoj przygodo, ahoj, ahoj, ahoj! Nie ma nudy, bawimy się!”

