Skip to main content

Sejm właśnie wybiera do swojej Komisji Etyki Poselskiej posła Witolda Tumanowicza z Konfederacji – człowieka, który przewodniczył kongresowi oskarżanemu o manipulacje i nieetyczne praktyki. To kolejny przykład braku jakiejkolwiek weryfikacji kandydatów do najważniejszych organów kontrolnych parlamentu.

Etyka w rękach nieodpowiednich osób

druku sejmowym nr 1664 z 9 września 2025 r. znajdziemy propozycję wyboru posła Witolda Tumanowicza na członka Komisji Etyki Poselskiej. To organ, który zgodnie z Regulaminem Sejmu ma stać na straży moralności i etycznych standardów w polskim parlamencie. Jego członkowie, według art. 143 ust. 3, powinni być „osobami o nieposzlakowanej opinii i wysokim autorytecie moralnym”.

Tymczasem kandydatura Tumanowicza budzi poważne wątpliwości pod względem spełnienia tych podstawowych kryteriów.

Przewodniczący „spektaklu” zamiast demokratycznego kongresu

8 marca 2025 roku Witold Tumanowicz przewodniczył kongresowi Konfederacji, który miał się odbyć już do 25 lipca 2024 roku. Sam fakt ośmiomiesięcznego opóźnienia budzi pytania o odpowiedzialność i sumienność kandydata. Ale to nie wszystko.

Roman Fritz, wiceprezes Konfederacji Korony Polskiej, w ostrych słowach skomentował przebieg tego kongresu na swoim profilu społecznościowym:

„Kongres Konfederacji, który miał być świętem wolności w naszych szeregach, okazał się parodią zasad i procedur. Kulisy są szokujące: wycinanie niewygodnych osób, blokowanie formalnych wniosków i manipulacje przy wyborze nowych władz, tak to niestety wyglądało od środka.”

„Karta do głosowania” na kongresie Konfederacji WiN

Fritz, który po kongresie opuścił klub poselski Konfederacji, dodał:

„Nie było w tym prawdziwej debaty i poszanowania statutu, mieliśmy spektakl, w którym nie liczyły się wartości Konfederacji. Tych, którzy przez lata budowali Konfederację potraktowano w sposób daleki od uczciwości i szacunku.”

Firma „Tumanowicz” pod znakiem zapytania

Jako przewodniczący tego kongresu, Witold Tumanowicz firmował swoją twarzą procedury określane przez uczestników jako „żenujące widowisko” i „spektakl”. To on odpowiadał za przebieg obrad, które doprowadziły do odejścia części członków klubu i podważenia wiarygodności całej formacji.

Czy osoba, która przewodniczyła procedurom oskarżanym o:

  • manipulacje przy wyborze władz,
  • wycinanie niewygodnych osób,
  • blokowanie formalnych wniosków,
  • brak poszanowania statutu,

może być strażnikiem etyki w polskim parlamencie?

Parallela z aferą Józefaciuka

Historia Tumanowicza przypomina niedawny skandal z posłem Marcinem Józefaciukiem (KO), który zaprosił na posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Dzieci mężczyznę figurującego w rejestrze pedofilów. Także wtedy zabrakło podstawowej weryfikacji kandydata.

Józefaciuk przyznał: „Nie myślałem wcześniej o tym, by sprawdzać uczestników w rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym”. Podobnie z Tumanowiczem – najwyraźniej nikt nie sprawdził, czy kandydat na członka Komisji Etyki faktycznie spełnia wymogi „nieposzlakowanej opinii i wysokiego autorytetu moralnego”.

System bez kontroli

Oba przypadki – Józefaciuka i Tumanowicza – pokazują fundamentalny problem polskiego systemu parlamentarnego: brak jakiejkolwiek weryfikacji osób obejmujących kluczowe funkcje kontrolne.

W przypadku rejestru pedofilów weryfikacja zajmuje, jak zauważyła adwokatka Patrycja Kasica, „dosłownie chwilę”. W przypadku kandydata do Komisji Etyki wystarczyłoby przeanalizować jego niedawne działania i wypowiedzi publiczne.

Dodatkowe kontrowersje

Profil Tumanowicza budzi też inne wątpliwości:

  • W maju 2025 roku opublikował kontrowersyjną grafikę z trasami marszów przedwyborczych, dodając symbole czołgów i wybuchów, co wywołało powszechne oburzenie
  • Działał przez miesiące w strukturach partyjnych o kwestionowanej legalności
  • Ma za sobą lata działalności w środowiskach narodowo-radykalnych

Pytanie o odpowiedzialność

Kto odpowiada za brak weryfikacji kandydatów? Czy Prezydium Sejmu, przygotowując druk nr 1664, w ogóle sprawdziło, czy Tumanowicz spełnia wymogi art. 143 ust. 3? A może uznano, że wystarczy sama przynależność do klubu parlamentarnego?

To nie tylko kompromitacja Konfederacji, ale całego Sejmu. Jeśli do Komisji Etyki trafiają osoby o wątpliwym autorytecie moralnym, cała instytucja traci wiarygodność.

Regulamin jako martwy przepis

Art. 143 ust. 4 Regulaminu Sejmu daje prawo kandydatom i członkom Komisji Etyki do wniesienia „umotywowanego zastrzeżenia” dotyczącego kandydatury. To jeden z nielicznych mechanizmów kontroli w tym procesie.

Czy znajdzie się poseł, który będzie miał odwagę skorzystać z tego uprawnienia? Czy ktoś powie „stop” kolejnej kompromitacji?

Czas na zmiany

Przypadek Tumanowicza pokazuje, że polski parlament potrzebuje pilnej reformy procedur weryfikacyjnych. Nie można pozwolić, by kluczowe organy kontrolne obsadzane były przez przypadek lub kalkulacje polityczne, bez najmniejszej dbałości o rzeczywiste kwalifikacje moralne kandydatów.

Komisja Etyki Poselskiej to nie jest kolejny „stołek” do obsadzenia. To organ, który ma stać na straży standardów moralnych całego parlamentu. Jeśli trafiają do niej osoby o wątpliwej wiarygodności etycznej, cały system kontroli parlamentarnej staje się fikcją.

Witold Tumanowicz nie powinien zasiadać w Komisji Etyki Poselskiej. Punkt.

Zostaw komentarz