„Rosjanie wszędzie, Białorusini za rogiem, a Amerykanie… no cóż, ci już tu są – i mają się świetnie. Witajcie w Polsce A.D. 2025, gdzie nową świecką tradycją staje się komisja. Ale nie byle jaka – komisja ds. wpływów. Rosyjskich. Białoruskich. Kto następny? Skandynawowie?”
Komisja, która wie
Gdy ktoś mówi „Komisja ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich”, to brzmi poważnie. Niemal jak Trybunał Norymberski spotyka Biuro Polityczne. I rzeczywiście – członkowie to profesorowie, generałowie, ambasadorowie. Brzmi jak skład Rady Starszych z „Gwiezdnych Wojen”. Brakuje tylko Palpatine’a.
Na papierze wszystko się zgadza. Komisja bada okres 2004–2024, obraca się wśród tysięcy stron dokumentów (ściśle tajnych, rzecz jasna – czyli takich, których nie da się sprawdzić), wydaje rekomendacje jednogłośnie, jakby wszyscy członkowie czytali z jednej kartki. A może tak właśnie jest?
Zdrada dyplomatyczna made in Poland
Wystarczy rzut oka na slajdy z prezentacji komisji. Zdrada dyplomatyczna? Jest. Niszczenie potencjału służb? Jest. Lobbing na rzecz rosyjskich interesów za pieniądze podatników? Proszę bardzo. A wszystko to w rytm starej, dobrej „walki z wpływami”.
Ale, uwaga – nie ma przesłuchań, nie ma świadków, nie ma kontrargumentów. Jest raport. Taki z klauzulą. Albo dwoma. A jak komuś się nie podoba – droga wolna. Do prokuratury. Komisja już tam wcześniej zawitała z zawiadomieniem.
Państwo policyjne z uśmiechem
Tu dochodzimy do punktu kluczowego. Bo o ile intencje walki z dezinformacją są słuszne (nikt nie chce mieć Rosji pod kołdrą), to sposób działania tej Komisji przypomina raczej manewry propagandowe rodem z Białorusi niż z Brukseli.
Brak jawności. Brak procedury kontradyktoryjnej. Język moralnej paniki. Przeciwnik polityczny występujący nie jako członek opozycji, ale potencjalny agent wpływu. A wszystko to z poklaskiem mediów, które – jak to bywa – wiedzą, gdzie jest paśnik.
Made in USA?
A propos paśnika – pojawia się pytanie: komu to wszystko służy? I tu, pozwólcie, że zacytuję sam siebie:
Słaba Polska to słaba Unia, a słaba Unia to interes Amerykanów.
Brzmi ostro? Być może. Ale gdy patrzymy, jak niezależność myślenia w Europie Środkowej jest systematycznie rozmontowywana – z jednej strony przez Moskwę (Rosja wydaje na wojnę kognitywną od 2 do 4 mld dol. rocznie), z drugiej przez strategiczne uśmiechy Waszyngtonu, to można zacząć podejrzewać, że nasza narodowa siła przeszkadza nie tylko na Kremlu.
W dokumentach Komisji znajdziemy m.in. informacje o działaniach polskich instytucji w USA finansujących podmioty współpracujące z rosyjskimi oligarchami. Lobbing, dolary, ALFA Bank, Gazprom, Nord Stream 2… brzmi jak początek powieści szpiegowskiej. Ale u nas to prezentacja Ministerstwa Sprawiedliwości i polecenie do prokuratora.
A teraz coś z zupełnie innej beczki
W tym wszystkim niepokoi jedno: że narracja bezpieczeństwa stała się batem na opozycję. Kiedy służby są odbudowywane dekretami i komisjami, a jedynym głosem, który się liczy, jest głos komisji – to nie jesteśmy już daleko od modelu „parlamentu dekoracyjnego”, znanego z Mińska.
Władza ma środki. Ma narrację. Ma dostęp do tajnych dokumentów. Ale czy ma jeszcze zaufanie obywatela, gdy wyciąga oskarżenia z teczki i nie dopuszcza do konfrontacji? A jeśli dzisiaj mówi „zdrada”, to jutro może powiedzieć „działanie w interesie obcego kapitału”. A pojutrze?
📍 Na koniec
Drodzy Czytelnicy. Nie bronię Antoniego, nie gloryfikuję Jarosława, nie tęsknię za Donaldem. Ale jedno wiem: państwo, które walczy z cieniem, bardzo szybko zaczyna się bać własnych obywateli.
A kiedy strach rządzi polityką, kończy się demokracja. Zostaje komisja. Jednogłośna. Bez świadków. Bez obrony. Ale za to z pięknym logo.
Przydatne linki :
Raport Zespołu ds. Dezinformacji
Prezentacja Komisji ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich

