Skip to main content

Kiedy słyszysz, że partia usuwa własnych członków za „delikt dyscyplinarny”, brzmi to groźnie, niemal mafijnie. Może zdradzili tajemnicę stanu? Może sprzeniewierzyli pieniądze? A może po prostu… przestali się podobać?

Tak właśnie wygląda rzeczywistość w Konfederacji. Lojalnych działaczy partia potrafi wyrzucić po cichu, bez słowa, bez wyjaśnienia – za pomocą wyroku partyjnego sądu, który nie zawiera ani jednego konkretu. Ot, na papierze wpisano, że delikt dyscyplinarny został popełniony – a nazwisko skreślone.

Nie wiadomo, jakie zarzuty. Nie wiadomo, kto je postawił. Nie wiadomo, na podstawie jakich dowodów. Wiadomo tylko, że zapadł wyrok. I że władze partii podpisały go z zimną obojętnością, jakby chodziło o wymianę toneru w drukarce.

To nie jest wpadka. To mechanizm.

To nie jednostkowy przypadek. To system.


Nowa jakość? Stare metody

Konfederacja od lat powtarza jak refren: „Nie dla Tuska, nie dla Kaczyńskiego, nie dla Giertycha!” I słusznie. Ale, drodzy państwo, czy można walczyć z bezprawiem, stosując dokładnie te same bezprawne metody?

Bo co tu mamy?

  • Brak jawnego postępowania.
  • Brak konkretnego zarzutu w wyroku.
  • Brak możliwości obrony dla wyrzuconego członka.
  • A na końcu podpis przewodniczącego Sądu Partyjnego, Jakuba Kalusa, narodowca, działacza i – tu ciekawostka – bliskiego współpracownika obecnego wicemarszałka Sejmu, Krzysztofa Bosaka.

Nowa siła? Nowa jakość? To nie PRL. To PRL-bis.


Statut się kłania – i milczy

W statucie partii można przeczytać, że członka można usunąć za „działanie na szkodę partii”. Brzmi poważnie. Ale co to właściwie znaczy? Kto o tym decyduje? Gdzie są kryteria? Gdzie jest jawność?

Nie ma.

To trochę tak, jakby sąd powszechny uznał cię za winnego „działania na szkodę państwa”, nie mówiąc, co zrobiłeś, kiedy, ani dlaczego. W państwie prawa to nie do pomyślenia. W Konfederacji – codzienność.


Hipokryzja, twarz twoja znajoma

Nie można jedną ręką pisać o łamaniu Konstytucji przez rządzących, a drugą ręką podpisywać wyroki partyjne bez uzasadnienia.

Nie można krzyczeć o „bezkarności elity”, a samemu karać bez wyroku i bez możliwości obrony.

Nie można wzywać do walki z autorytaryzmem – i wewnątrz swojej własnej organizacji działać jak politruk z komitetu centralnego.


Demokracja na pokaz

Partia, która głosi wolność, suwerenność, obywatelskie prawa i sprzeciw wobec bezprawia – pozbywa się własnych ludzi jak kartonów po banerach.

Demokracja? Tylko na plakatach.
Transparentność? Tylko w kampanii.
Praworządność? Tylko wtedy, gdy dotyczy przeciwników.

Wewnątrz? Jest dokładnie odwrotnie.


Ile jeszcze?

Jak długo jeszcze będziemy pozwalać, by partie – bez względu na barwy i hasła – traktowały ludzi jak narzędzia, które się wyrzuca, gdy przestają być potrzebne?

Jak długo jeszcze obywatel, członek partii, aktywista – ma znosić pogardę ukrytą za paragrafem?

Jak długo będziemy się nabierać na ładne slogany, które kryją metody rodem z PRL-u?


P.S.

Czy Konfederacja opublikuje uzasadnienie wyroku? Czy przewodniczący Kalus przedstawi Polakom, co takiego zrobił usunięty działacz, że zasłużył na wyrzucenie? Czy zobaczymy dokumentację, czy tylko kolejne uśmiechy w mediach społecznościowych?

Bo dziś usuwają jednego, drugiego. A jutro? Może i Ciebie. Może każdego, kto nie podoba się „centrali”.

I wtedy nie pomogą hasła. Nie pomogą transparenty. Bo partia, która tak traktuje swoich – nie zasługuje na zaufanie nikogo.

Zostaw komentarz