Skip to main content

SAFE jest jak kredyt na mieszkanie w bloku, którego planu nikt ci nie pokazuje – wiesz tylko, że rata będzie przez 30 lat, a wspólnota mieszkaniowa w Brukseli ma prawo wejść ci do kuchni i powiedzieć, gdzie ma stać lodówka.

Kredyt na obronę i na święty spokój

Najpierw reklama: 43,7 miliarda euro na bezpieczeństwo Polski i Europy, niskie oprocentowanie, spłata po 10 latach karencji, śpij spokojnie obywatelu, Unia czuwa. Taki KPO w wersji z hełmem na głowie i haubicą w tle.
Zachwyt rządu jest zrozumiały – polityk uwielbia cudze pieniądze, szczególnie gdy dług spłacać będzie już ktoś inny, najlepiej dwa rządy później. Problem polega na tym, że SAFE nie jest prezentem od bogatej cioci z Brukseli, tylko bardzo konkretnym kredytem, wpisanym w cały system unijnych reguł: deficytu, długu, „praworządności” i budowy czegoś, co w dokumentach nazywa się już bez wstydu „Defence Union”.

Spór dla idiotów, rachunek dla dorosłych

W Polsce dyskusja o SAFE wygląda jak zawsze: rząd mówi, że kto wątpi, ten Putin; opozycja – że kto podpisze, ten zdrajca suwerenności. Jedni udają, że SAFE to tylko techniczny instrument na dozbrojenie Wojska Polskiego, drudzy – że odrzucenie 200 miliardów złotych to przejaw państwowej cnoty, a nie zwykłego antyrządowego refleksu.
To jest klasyczny Kisielowski „terror idiotów”: nikt nie mówi o tym, że Polska ma już procedurę nadmiernego deficytu, że nasze państwo żyje na kredyt jak klient lichwiarza, że każde kolejne „tanie finansowanie” po prostu odsuwamy w czasie, zamiast zadać sobie pytanie: czy my w ogóle umiemy żyć bez dziury w budżecie?

Deficyt, czyli zabawa w Grecję na raty

Unia w dokumentach jest szczera aż do bólu. Mówi: macie limity – 3% deficytu, 60% długu – i albo się zmieścicie, albo włączamy procedury, plany naprawcze, cięcia, tabelki, pół ściany Excelem. SAFE tego nie znosi, tylko dokleja do istniejącego długu kolejne kilkadziesiąt miliardów.
Do tego dochodzi sprytna „klauzula ucieczki”: skoro wydajecie więcej na obronę, możecie się chwilowo bardziej zadłużyć. Eleganckie, prawda? Najpierw zapraszają na zakupy: bierz, kupuj, dozbrajaj się, w końcu wojna za miedzą. Potem, kiedy kurz opadnie, Komisja wraca w roli komornika: macie za wysoki deficyt, proszę ciąć wydatki, tu edukacja, tam zdrowie, może trochę emerytur.
To nie jest żadna geopolityczna filozofia, tylko zwykła matematyka długu. Im więcej pożyczysz dzisiaj, tym mniej swobody będziesz miał jutro. Kto tego nie rozumie, powinien mieć zakaz zbliżania się do budżetu państwa na mniej niż 100 metrów.

Warunkowość: KPO wraca jak bumerang

SAFE ma jeszcze jedną przyjemną cechę: wraca do nas stary znajomy, mechanizm warunkowości. Ten sam, który zatrzymał KPO za PiS, teraz wędruje w umowie pożyczki jako strażnik „interesów finansowych Unii”.
Przekład z eurożargonu: jeśli Bruksela uzna, że w Polsce źle dzieje się z praworządnością, sądami, korupcją czy kontrolą wydatków, może zakręcić kurek z pieniędzmi. Kredyt zostaje, spłata zostaje, za to sprzęt wojskowy nagle przestaje być tak hojnie finansowany.
I tu zaczyna się prawdziwa groteska. Ci, którzy jeszcze wczoraj błagali o „twardą reakcję UE na zamach PiS na praworządność”, dziś podpisują kredyt podpięty pod ten sam mechanizm – tylko tym razem sami będą jego zakładnikami, gdy wahadło polityczne wychyli się w drugą stronę. A opozycja, która wczoraj oklaskiwała brukselskie pałowanie Warszawy, dziś odkrywa w sobie nagle wrażliwy nerw „suwerennościowego konserwatysty”.

Generał przeciw armii UE, za pieniędzmi UE

Na deser – wątek generalski. Kukuła jeszcze niedawno mówił, że „wspólna armia europejska” to pomysł, delikatnie mówiąc, mało racjonalny. NATO tak, współpraca tak, ale budowanie odrębnych struktur wojskowych UE to już przesada.
Tymczasem dziś ten sam generał występuje obok wicepremiera i ministra, chwaląc SAFE – mechanizm, który idealnie wpisuje się w budowę owej unijnej „Defence Union”. Nie czołg z gwiazdkami UE na wieży, lecz sieć funduszy, wspólnych zakupów, komitetów, planów inwestycyjnych i kredytów spłacanych przez pokolenia.
To jest właśnie współczesny styl federalizacji: żadnych wielkich manifestów, żadnych „Traktatów o Armii Europejskiej”. Zamiast tego – programy, linie kredytowe, preferencje zakupowe, wspólne standardy, trochę presji politycznej, trochę „warunkowości”. Kto w tym nie widzi logiki, temu nie pomoże ani NATO, ani UE, ani nawet modlitwa za ojczyznę.

Co powinniśmy zrobić jak dorośli

Nie ma nic złego w tym, że Polska chce się dozbroić. Jest bardzo dużo złego w tym, że robi to bez planu oszczędności, przy permanentnym deficycie i z wiarą, że „jakoś to będzie”. SAFE może być narzędziem sensownym, jeśli poprzedzi go brutalna terapia szokowa: cięcia wydatków, przegląd programów socjalnych, odchudzenie administracji, koniec kreatywnej księgowości.
Tymczasem my wybieramy wariant dokładnie odwrotny: bierzemy gigantyczny kredyt i udajemy, że to właśnie rozwiąże problem, który ten kredyt w długim okresie jeszcze pogłębi. To jest polityka nie „odważnego państwa”, tylko klienta, który zmienia bank i zaciąga nową pożyczkę, żeby spłacić starą, a przy okazji wziąć coś ekstra „na życie”.

Jeśli miałbym to spuentować jednym zdaniem w stylu Kisiela: SAFE to nie jest program bezpieczeństwa Polski, tylko test na inteligencję klasy politycznej. I mam bardzo złe przeczucia co do wyniku.