Skip to main content

Pamiętacie ten stary numer magika z cyrku? Pokazuje jedną ręką kapelusz, drugą – odwraca uwagę błyszczącą laską. I nagle – bum! – królik! Dziś w Sejmie i Ministerstwie Spraw Zagranicznych robi się dokładnie to samo. Tyle że zamiast królika mamy… oddanie kolejnego fragmentu polskiej suwerenności w ręce instytucji międzynarodowej, tym razem pod nazwą Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC).

Właśnie procedowany jest projekt ustawy o wykonywaniu orzeczeń ETPC. Brzmi niewinnie? Ot, „techniczne uporządkowanie procesu wdrażania wyroków” – jak to pięknie ujęto w uzasadnieniu. A w rzeczywistości? To dokument, który – jeśli przejdzie – zrobi z Konstytucji RP materiał archiwalny.

Orzeczenia ETPC ponad Konstytucją? Tak, jeśli ktoś nie patrzy.

Projekt ustawy zakłada, że każde orzeczenie Trybunału będzie musiało być wykonane „niezwłocznie” i „w zakresie właściwości organu”. Bez pytań. Bez oceny. Bez refleksji. A przecież niektóre wyroki tego Trybunału, jak choćby sprawa Szypuła v. Polska, uderzają wprost w art. 18 Konstytucji RP – ten o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny.

Ale uwaga – nie przewidziano żadnego mechanizmu weryfikacji konstytucyjności orzeczenia przed jego wdrożeniem. Trybunał Konstytucyjny? Cisza. Racja stanu? Nieobecna. Interes narodowy? Utopiony w zadośćuczynieniu, najlepiej przelewem.

Kiedy my tu o Karolu, oni robią swoje!

Cały spektakl odbywa się w chwili, gdy cała Polska patrzy na – delikatnie mówiąc – kontrowersyjną próbę zakwestionowania wyniku wyborów prezydenckich. Karol Nawrocki, prezydent wybrany głosami większości, atakowany jest przez obóz władzy, który marzy, by powtórzyć wybory, bo „wynik się nie zgadza”.

Zbieg okoliczności? Być może. Ale niezależnie od intencji, efekt jest jeden: opinia publiczna skupia się na pałacowych wojenkach, a tymczasem na tyłach ustala się zasady, które de facto wyłączają państwo polskie z kontroli nad własnym systemem prawnym.

Nie tylko my mamy problem. Ale tylko my udajemy, że go nie ma.

Brytyjczycy, którzy też mają ETPC nad głową, wprowadzili ustawę Safety of Rwanda Act. I wprost zapisali, że to ich minister zdecyduje, czy wykonają zalecenie Trybunału. Grecy też od czasu do czasu mówią „nie” w imię interesu narodowego. A u nas? Projekt ustawy wręcz odbiera taką możliwość. Bo jak raz zapiszesz w ustawie, że wykonujesz wszystko „niezwłocznie”, to już nie możesz powiedzieć „ale tego nie wykonam, bo mam Konstytucję”.

Na koniec – pytanie fundamentalne

Czy naprawdę chcemy żyć w kraju, w którym wyrok z zagranicy będzie miał moc większą niż zapis naszej własnej ustawy zasadniczej? Gdzie stanowienie prawa de facto odbywa się w Strasburgu, a wdrażanie – w Warszawie, na polecenie, bez refleksji?

Bo jeśli nie, to czas zacząć o tym mówić. Głośno. I teraz.

One Comment

  • Mariola Dobrzyniecka pisze:

    W życiu u nas prawo stanowi konstytucja ,nie pozwolimy sobie tego odebrać nasza niezależność i decyzję to nasza i tylko nasza sprawa

Zostaw komentarz