
Analiza raportu Zespołu Pracy dla Polski i politycznej kalkulacji Mateusza Morawieckiego
Zespół Pracy dla Polski, kierowany przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego, opublikował w styczniu 2026 roku raport pod tytułem „Gospodarcze NATO. Europa Strategicznych Partnerstw”. To pięćdziesiąt pięć stron analizy geopolitycznej i gospodarczej, materiał sygnowany wstępem Morawieckiego. I trzeba przyznać – to jeden z poważniejszych dokumentów programowych, jakie pojawiły się w polskiej polityce w ostatnich latach.
Dokument proponuje dwie fundamentalne zmiany. Po pierwsze – przekształcenie Unii Europejskiej w „Europę Strategicznych Partnerstw”, gdzie państwa dobrowolnie wybierają obszary pogłębionej integracji. Po drugie – utworzenie „Gospodarczego NATO”, czyli strefy wolnego handlu obejmującej kraje sojuszu północnoatlantyckiego wraz z partnerami takimi jak Japonia, Australia czy Nowa Zelandia.
Ale w tym raporcie kryje się fundamentalny paradoks, który dostrzegł Jan Rokita, komentując dokument na swoim kanale „Zero”. Paradoks dotyczy całkowitej zmiany stanowiska PiS wobec wolnego handlu. I ten paradoks jest cholernie interesujący.
Gdy PiS walczył z wolnym handlem
Przypomnijmy sobie kwiecień 2016 roku. W Hanowerze, dzień przed wizytą prezydenta USA Baracka Obamy, na ulice wychodzi kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów przeciwko TTIP – transatlantyckiej umowie o wolnym handlu między UE a USA. Na czele pochodu jedzie trzydzieści pięć ciągników rolniczych. Na jednej z przyczep stoi drewniany koń z napisem „TTIP – Koń Trojański”. Transparenty głoszą: „TTIP go home”.
Organizatorzy twierdzą, że było dziewięćdziesiąt tysięcy uczestników, policja mówi o trzydziestu pięciu tysiącach. Tak czy inaczej – to był potężny sprzeciw. Przeciwnicy umowy obawiali się ograniczenia praw pracowniczych i ochrony konsumentów, negatywnych skutków dla rolnictwa i hodowli zwierząt w wyniku zliberalizowania przepisów dotyczących żywności modyfikowanej genetycznie oraz stosowania hormonów w hodowli. Sondaże z tamtego czasu pokazywały, że zaledwie siedemnaście procent Niemców uważało umowę za korzystną, a co trzeci zdecydowanie się jej sprzeciwiał.
Polska prawica była wtedy jednoznacznie przeciwko wolnemu handlowi z USA. Jan Rokita wspomina w swoim komentarzu, że w Krakowie w październiku 2016 roku młodzi prawicowcy z Młodzieży Wszechpolskiej, a było tam też sporo pisowców, maszerowali na Planty i krzyczeli „precz od polskiego jedzenia”. Bartosz Bekier, ówczesny szef Młodzieży Wszechpolskiej, krzyczał na manifestacji jedenastego listopada w Warszawie, że to jest zagrożenie dla polskiej suwerenności. W Warszawie układano figurę konia trojańskiego – symbolizującego rzekomy podstęp, który miał zniszczyć polską żywność, polskie rolnictwo i doprowadzić nas do nędzy.
Przeskok w czasie. Umowa z Mercosur – Brazylią i Argentyną. Sam Mateusz Morawiecki ostrzega przed umową jako „wyrokiem na polskich rolników”. PiS mobilizuje przeciwko niej wszystkie siły. Rokita zauważa ironicznie: „Sam Morawiecki przecież ja pamiętam jeszcze niedawno mówił, że to jest wyrok na polskich rolników. To oczywiście propaganda, to nie jest żaden wyrok na polskich rolników, ale to inna sprawa.”
I nagle – styczeń 2026 roku. Ten sam PiS, ten sam Morawiecki publikuje raport postulujący stworzenie Gospodarczego NATO. Strefy wolnego handlu z USA, Kanadą, Australią, Nową Zelandią, Turcją. Czyli dokładnie z tymi krajami, które są światowymi potęgami rolniczymi.
Rokita w swoim komentarzu wprost to wylicza: „Ja tylko chcę przypomnieć, że tak Turcja jest chyba jednym z największych producentów i eksporterów mąki pszennej na całym świecie. Kanada ma nadmiar rzepaku i wieprzowiny, którą próbuje wyeksportować gdziekolwiek. Nowa Zelandia jest mocarstwem jeśli chodzi o produkcję na biało sererów. Australia jest jednym z najważniejszych producentów i eksporterów wołowiny, że już nie wspomnę o Stanach Zjednoczonych, które mają wszystkiego za dużo.”
I pada kluczowe pytanie Rokity: „Jeśli w te w tej także w tej dziedzinie wolnej, no to jak to jest? To znaczy już ten Brazylia i Argentyna to jest w ogóle nieszczęście, a cały świat, idea wolnego handlu to jest program PiS. Przyznam, że czegoś tu nie rozumiem.”
Raport: Co konkretnie proponuje Morawiecki?

Zanim przejdziemy do wyjaśnienia tego paradoksu, przyjrzyjmy się, co faktycznie jest w raporcie. Bo trzeba uczciwie przyznać – materiał jest solidny. Zespół Morawieckiego wykonał poważną pracę analityczną.
We wstępie Morawiecki pisze wprost: „Europa znalazła się na rozdrożu. Unia Europejska, do której wstępowaliśmy z nadzieją i przekonaniem o wspólnych wartościach, zmaga się dziś z poważnym paradoksem. Wpadła w pułapkę 'niemożliwej trójcy’ – trzech ambitnych i bardzo kosztownych celów strategicznych. Pragnie utrzymać model oparty na rozbudowanej koncepcji państwa dobrobytu, szybko rozwijać inwestycje w obronność i jednocześnie coraz bardziej agresywnie wdrażać politykę klimatyczną. To cele, które w obecnej formie nawzajem się wykluczają.”
Raport składa się z dwóch głównych filarów.
Pierwszy filar to Europa Strategicznych Partnerstw. Morawiecki pisze: „Nasza historia, nasze realia każą nam domagać się, by Unia Europejska stawała się raczej Unią wielu dróg – każdy kraj powinien mieć prawo wyboru własnej ścieżki rozwoju i zawierania sojuszy (zwykle regionalnych) z innymi państwami 'podobnie myślącymi’.”

Zamiast jednolitej integracji dla wszystkich – elastyczność. Każde państwo wybiera, w jakich obszarach chce pogłębiać współpracę. Raport postuluje cofnięcie uprawnień nadzorczych Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego nad poszczególnymi krajami. Morawiecki krytykuje to, że „komisja sobie zdobywała rozmaite uprawnienia nadzorcze nad krajami, także została takim żandarmem państw, prawda? Dzisiaj komisja to jest żandarm państw, tam stoi z halabardą, prawda, i grozi cały czas, że komuś będzie ścinać głowy.”
Dane w raporcie są bezlitosne: w latach 2019-2024 Unia Europejska uchwaliła około trzynastu tysięcy aktów prawnych. Koszty obciążeń administracyjnych (raportowanie, pozwolenia, nadmierna dokumentacja, wymogi ESG, DEI czy zasady compliance) to co najmniej dwa procent PKB całej UE. Europa straciła osiemset pięćdziesiąt tysięcy miejsc pracy w przemyśle między rokiem 2019 a 2023. Produkcja przemysłowa spadła o dwa procent tylko w 2024 roku.
Drugi filar to Gospodarcze NATO. Raport proponuje stworzenie strefy wolnego handlu między krajami NATO oraz sojusznikami: Japonią, Australią, Nową Zelandią. Główne cele to ekonomiczne wzmocnienie Zachodu – od czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu procent globalnego PKB w jednym bloku, przeciwwaga dla dominacji Chin, wspólne standardy technologiczne i kontrola transferu technologii.
Raport proponuje także COCOM 2.0 – wznowienie mechanizmu z czasów Zimnej Wojny, który kontrolował eksport technologii strategicznych. Wtedy chodziło o blok sowiecki, dziś o Chiny.
Kalkulacja polityczna: Desperacja czy przebiegłość?
Rokita w swoim komentarzu próbuje zrozumieć ten paradoks i mówi: „Więc są, myślę sobie, że są dwie możliwości. Jedna taka, że to jest pewien sygnał niesłychanie istotnej przemiany ideowej Prawa i Sprawiedliwości.”

Ale zaraz potem dodaje: „Albo jest tak, że to napisali jacyś eksperci, a w PiSie w ogóle o tym nie wiedzą i że to jest coś, co jest w gruncie rzeczy, czego się w PiSie nie czyta.”
Moim zdaniem odpowiedź jest prostsza i bardziej brutalna. To kalkulacja sondażowa. Nastroje społeczne się zmieniły. Narastająca siła Grzegorza Brauna i hasła PolExitu wymuszają zmianę narracji w centroprawicowej partii. To krzyk rozpaczy tonącego PiS-u.
PiS traci wyborców na rzecz Konfederacji. Szczególnie Braun, z hasłami PolExitu i radykalnej suwerenności, ściąga elektorat z prawego skrzydła partii Kaczyńskiego. Morawiecki – człowiek, który jak sam przyznaje w wywiadach, „lubi siedzieć w tabelkach” – widzi te liczby doskonale.
I wymyśla strategię podwójnej gry. Do prawicy, do wyborców Konfederacji i Brauna mówi: jesteśmy suwerenni wobec Brukseli, walczymy z dyktaturą Komisji Europejskiej, budujemy sojusz z Donaldem Trumpem, bronimy Polski przed federalizacją. Do centrum, do biznesu, do finansjery mówi: mamy ekspertów i zaplecze intelektualne, jesteśmy odpowiedzialni gospodarczo, rozumiemy globalną ekonomię, nie jesteśmy populistami jak Braun.
Problem? Te dwa kierunki wzajemnie się wykluczają. Nie można być jednocześnie protekcjonistą i zwolennikiem wolnego handlu. Nie można bronić polskiego rolnika przed argentyńską wołowiną, a jednocześnie otwierać rynek na australijskie steki.
Ale Morawiecki wie, że większość ludzi nie przeczyta 55 stron raportu. Usłyszą tylko hasło: Gospodarcze NATO. I to brzmi dobrze. Patriotycznie. Pro-amerykańsko. Anty-chińsko.
Morawiecki: Walka o przetrwanie

Rokita w swoim komentarzu zauważa: „Ja interpretuję ten materiał jako pewien sygnał rozsądku, jako pewien sygnał powolnego zwrotu, który pewnie szybko nie nastąpi, ale jako taki pierwszy sygnał.”
Moim zdaniem to nie sygnał rozsądku. To walka o polityczne życie. Morawiecki doskonale wie, że Kaczyński się starzeje i stopniowo traci kontrolę nad partią. Że Rada Programowa PiS złapała zadyszki i brakuje świeżych pomysłów. Że Konfederacja dynamicznie rośnie i trzeba ją zatrzymać. Że centrum polityczne jest zajęte przez Tuska – ale można tam wejść od strony merytorycznej, gospodarczej.
Dlatego Zespół Pracy dla Polski to nie tylko think tank. To równoległa struktura władzy w PiS. Morawiecki buduje swoją pozycję jako kandydat na premiera, jako gospodarcza alternatywa dla Kaczyńskiego, jako most między prawicą a centrum.
Morawiecki jest byłym bankierem – pracował w Banku Zachodnim WBK. Rozumie język biznesu i międzynarodowych finansów. Ten raport to nie tylko dokument programowy. To przede wszystkim sygnał do kapitału, do finansjery: jestem bezpieczny, jestem przewidywalny, ze mną można robić długoterminowe interesy.
Rokita ma rację pisząc: „Raport skupia wokół siebie bardzo wpływowych, wykształconych ludzi. No i w mojej ocenie Mateusz Morawiecki skupia również przy sobie finansjerę.”
To CV Morawieckiego jako przyszłego premiera dla środowisk gospodarczych. To odważny ruch. Ryzykowny, ale potencjalnie opłacalny.
Europa wielu dróg: Zagrożenie dla Polski
Tutaj dochodzimy do fundamentalnego problemu z raportem. Rokita w swoim komentarzu mówi wprost: „Ta idea jest do niczego nikomu w tej chwili niepotrzebna i że z tej idei należałoby się wycofać.”
Dlaczego? Bo Europa Strategicznych Partnerstw to w istocie marginalizacja Polski. Jeżeli każdy z każdym będzie się mógł poumawiać na to co chce, to Francja i Niemcy ustalą politykę wschodnią bez Polski. Wszystko co będzie istotne, wszystkie istotne sprawy – oni tam w tych głównych zachodnich krajach europejskich poumawiają się kompletnie od nas, abstrahując od naszego interesu.
Rokita zauważa: „Jak będą się chcieli umówić na to, jaką politykę wschodnią prowadzić, to się umówią Francuzi z Niemcami nie będą musieli już nas pytać, bo nie będzie żadnego veta, nie będzie żadnej wspólnej polityki, tylko będą jakby te takie partnerstwa, prawda, dwu, trzystronne. To jest błąd, to jest zły pomysł.”
I ma absolutną rację. To jest pomysł, który przez polską dyplomację i przez polskie państwo był od wstąpienia Polski do Unii od 2004 roku zwalczany. Zawsze mówiliśmy, że my nie chcemy Europy ala carte, że my nie chcemy Europy wielu prędkości.
Ale jest fundamentalny problem, którego Rokita do końca nie dostrzega. Unia Europejska już dziś nie działa. I nie będzie działała. Nie ma sensu udawać, że można to naprawić.
UE: Proces rozpadu już trwa
Ani Ursula von der Leyen nie zrezygnuje z prymatu Niemców w UE, ani z pozycji. Ani Macron i inne tuzy UE nie będą rezygnować ze swoich pozycji na rzecz czyjegoś przywództwa. Proces rozpadu UE został już zapoczątkowany – jakby ludzie zapomnieli o Brexicie? A w końcu to bardzo poważny europejski gracz!
Brexit był sygnałem ostrzegawczym. Wielka Brytania – piąta gospodarka świata, poważny europejski gracz – wyszła z Unii Europejskiej. I świat się nie zawalił. Londyn nadal jest globalnym centrum finansowym. Brytyjska gospodarka funkcjonuje.
Dane z raportu są bezlitosne. Europa jest w strefie zgniotu między mocarstwami atomowymi i gospodarczymi – USA, Chinami i Rosją. Dzisiaj Europa jest piłką w grze, niestety wydaje się, że politycy Europy tego nie dostrzegają.
Zamiast liberalizować i luzować obieg towarowy, Komisja Europejska i Parlament Europejski nakładają sobie nawzajem coraz więcej obostrzeń, podatków i regulacji – co jest głupotą samą w sobie. Albo traktujemy się jako podmioty równorzędne, albo wybieramy przywódców, którzy ogarniają to w polityce globalnej. Nie ma wyjścia w tym wypadku.
Gospodarcze NATO: Dobry pomysł z haczykiem
Teraz do tego, co w raporcie jest dobre. Gospodarcze NATO to znakomita idea. Rokita sam przyznaje: „Ja jestem entuzjastą takiego pomysłu od zawsze.”
Dlaczego? Bo wzmacnia Zachód wobec Chin. Bo tworzy przeciwwagę dla BRICS. Bo to od czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu procent globalnego PKB w jednym bloku. To realna siła.
Dla Polski Gospodarcze NATO to szansa. Hub amerykańskich inwestycji – półprzewodniki, sztuczna inteligencja, centra danych. Bezpieczeństwo energetyczne – LNG z USA przez polskie terminale. Wzmocnienie przemysłu obronnego. Realna alternatywa dla uzależnienia od Chin.
COCOM 2.0 to znakomity pomysł. Kontrola transferu technologii do Chin. Europa przez ostatnie dwadzieścia lat robiła coś nieprawdopodobnego – oddawała Chinom swoje technologie. Za krótkoterminowe zyski. Efekt? Chiny dzisiaj dominują w produkcji paneli słonecznych – osiemdziesiąt procent światowego rynku, w produkcji baterii elektrycznych, w metalach ziem rzadkich – siedemdziesiąt procent wydobycia, dziewięćdziesiąt procent przetwarzania.
Ale jest jeden fundamentalny problem. Rolnictwo.
Problem, o którym raport milczy

Jeśli zniesiesz cła na produkty rolne z Kanady, USA, Australii, Nowej Zelandii, Turcji – to polski rolnik nie przeżyje. Nie ma mowy o konkurencji cenowej. Amerykańskie gospodarstwo to tysiące hektarów z maszynami wielkości domu. Polski rolnik ma dwadzieścia hektarów i traktor z lat dziewięćdziesiątych.
Rokita pyta wprost: „Jeśli w te w tej także w tej dziedzinie wolnej, no to jak to jest? To znaczy już ten Brazylia i Argentyna to jest w ogóle nieszczęście, a cały świat, idea wolnego handlu to jest program PiS.”
Raport o tym milczy. Kompletnie pomija ten problem. Morawiecki wspomina tylko ogólnikowo o „derogacjach” i „wyjątkach”. Ale nie wyjaśnia jak konkretnie ochronić polskie rolnictwo przed zalewem tanich produktów z potęg rolniczych.
I wiecie co? To jest nieuczciwe. Bo jeśli Morawiecki powie prawdę – że Gospodarcze NATO oznacza koniec tradycyjnego polskiego rolnictwa – to straci poparcie na wsi. A to duża część elektoratu PiS. Więc woli nie mówić. Lepiej przemilczeć.
PolExit: Realna opcja
I teraz dochodzimy do tego, o czym w mainstreamie się nie mówi. PolExit. To już nie jest radykalne hasło Grzegorza Brauna. To realna opcja, o której trzeba otwarcie dyskutować.
Dlaczego? Bo Unia Europejska nie działa. Strefa euro pęka – różne interesy północy i południa. Schengen nie działa – coraz więcej krajów przywraca kontrole graniczne. Wspólna polityka zagraniczna to fikcja – Niemcy z Rosją, Francja z Chinami, Polska z USA. Każdy robi swoje. Polityka klimatyczna zabija przemysł – deindustrializacja Europy postępuje.
Europa nie jest w stanie osiągnąć jedności, bo nie ma na czym jej zbudować. Francuzi mają inne interesy niż Niemcy. Niemcy mają inne interesy niż Polska. I próba zmuszania wszystkich do jednego modelu to droga donikąd.
Raport Morawieckiego – nawet jeśli tego nie mówi wprost – przygotowuje grunt pod PolExit. Europa wielu dróg to w istocie miękki PolExit. Stopniowe odchodzenie od wspólnych polityk. Odzyskiwanie suwerenności kawałek po kawałku. A Gospodarcze NATO to alternatywa ekonomiczna. To pokazanie, że Polska może funkcjonować poza unijnym rynkiem wewnętrznym.
I uważam, że to właściwy kierunek. Nie jako radykalna decyzja z dnia na dzień. Ale jako naturalny proces. Jako przygotowanie na to, co jest nieuniknione.
Podsumowanie: Odwaga czy desperacja?
Raport ma nie tyle szansę wpłynąć na politykę PiS, ale dać szerszej audiencji dostęp do zaplecza intelektualnego Mateusza Morawieckiego. To ruch ryzykowny, ale bardzo możliwe, że opłacalny. W końcu Morawiecki siedzi w tabelkach, więc myślę, że to wykalkulowane wszystko.
W mojej ocenie Mateusz Morawiecki, który w obliczu marginalizacji politycznej walczy o życie i jak mniemam o stołek Prezesa Rady Ministrów, w stosunku do Rady Programowej PiS, która złapała lekkiej zadyszki, wraz z Zespołem Prac dla Polski podejmuje zdecydowane działania. Jest to odważne.
Co dobre w raporcie? Wysokiej jakości analiza, realistyczna diagnoza geopolityczna, krytyka centralizacji UE, Gospodarcze NATO jako wizjonerska propozycja, COCOM 2.0 jako znakomity pomysł.
Co złe? Europa wielu dróg jako zagrożenie dla Polski, brak rozwiązania dla rolnictwa, fundamentalna niespójność – od protekcjonizmu do wolnego handlu w ciągu kilku lat, brak szczerości wobec wyborców.
Morawiecki robi odważny ruch. Widzi, że PiS traci na rzecz Konfederacji, że Kaczyński słabnie, że trzeba zbudować alternatywę. To polityczna kalkulacja: sygnał do prawicy – jesteśmy suwerenni, sygnał do centrum – jesteśmy odpowiedzialni, sygnał do biznesu – jesteśmy przewidywalni.
Problem w tym, że nie da się ugryźć dwóch srok za ogon jednocześnie. Albo jesteś protekcjonistą, albo zwolennikiem wolnego handlu. Albo bronisz polskiego rolnika, albo otwierasz rynek na amerykańską kukurydzę.
Morawiecki próbuje robić jedno i drugie. Czy mu się uda? Przekonamy się. Ale trzeba przyznać – jest to polityczna odwaga. Bo w obliczu marginalizacji, w obliczu rosnącej Konfederacji, w obliczu starzejącego się Kaczyńskiego – Morawiecki walczy o przetrwanie polityczne. I robi to inteligentnie.
A co z PolExitem? To już nie jest kwestia „czy”, tylko „kiedy” i „w jakiej formie”. Proces rozpadu UE został zapoczątkowany Brexitem. Raport Morawieckiego – nawet jeśli tego nie mówi wprost – przygotowuje Polskę na tę ewentualność.
I dobrze. Bo jeśli UE dalej pójdzie drogą centralizacji, regulacji i niemieckiej dominacji – alternatywa będzie nieunikniona. Morawiecki to rozumie. Pytanie, czy reszta PiS również?

