„Co słychać?” – Korwin ofiarny

Korwin ofiarny

Szef Sztabu Wyborczego PiS nazywa się Joachim Brudziński. Szef Sztabu Wyborczego Konfederacji nazywa się Witold Tumanowicz.

PiS wybory wygrał, ale władzę prawdopodobnie przegrał. Konfederacja poprawiła wynik z 11 posłów na 18 i będzie mogła w miejsce koła poselskiego utworzyć klub, ale rozbudzone zostały oczekiwania daleko większe, sięgające 50 posłów i rozczarowanie jest wielkie.

Tym bardziej, że, po olbrzymim skoku frekwencji wyborczej, przy mniejszej liczbie uprawnionych, na prawie 3, 3 mln kart ważnych w stosunku do 2019 roku, powiększenie elektoratu o 250.000 osób to żaden sukces.

Czy i czym różnią się zatem szefowie sztabów wyborczych?

Joachim Brudziński przeprosił, Witold Tumanowicz nie – wini Janusza Korwina – Mikke.

Wedle Pana Witolda Tumanowicza powtórzenie przez Korwina poglądów, które głosił niezmiennie od kilkudziesięciu lat, odebrało Sztabowi Wyborczemu Konfederacji niebotyczne i historyczne zwycięstwo.

Jako człowiek przekorny, uważam akurat inaczej. Nazwałem błąd, bo tak mi się wydawało, że to był kardynalny błąd – „efektem Wiplera”.

W Konfederacji nagle pojawiły się osoby, które mąciły jej klarowność. Stąd podpowiadałem, że „brakuje im Misia i Rysia”. Pan Wipler, tytułowany przez dziennikarza Mazurka liderem Konfederacji nie zaprzeczał, co było zdumiewające. Myślę, że nie tylko dla takich jak ja, ale w ogóle dla ludzi, którzy stawiali opór „polityce covidowej” nie w kawiarni, ale na ulicy i w ogóle czynem, a nie gębą.

Dla nas liderami były osoby wyraziste, zdeterminowane, walczące ze złem wprost, a nie implicite, czyli Braun i Korwin. Szykanowanie i karanie Brauna w Sejmie, że ośmielił się mieć przekonania, było symbolem bezkompromisowości i uczciwości Konfederacji.

Różniło ją biegunowo od popisu i lewactwa. Jakoś wówczas było jakby mniej czterdziestolatków. Gdy nad covidem zwycięstwo odnieśli nieszczepieni Ukraińcy, odwaga staniała.

Wymyślili kampanię wyborczą, w której świadomie rezygnowali z przesłania ideowego, licząc na rodzaj poparcia wynikającego z pewnego luzu, młodzieżowego stylu bycia. To dlatego ikony oporu społecznego zawadzały, a nie dlatego, że akurat i Braun i Korwin mają przekonania, nie poglądy.

Nie wszystkim podoba się tak daleko idący cynizm polityczny.

Wielu wyborców, którzy liczyli na nowy, ale idealistyczny i uczciwy ruch polityczny, zawiodło się na Konfederacji, w wyniku czego albo nie poszli do wyborów, albo przenieśli swoje poparcie szczególnie na „Trzecią drogę”. Tak ładnie brzmi.

Konfederacja miała w 2019 roku wielką szansę, którą były Kluby Konfederacji, niemniej jednak trzeba pracować, bo ex nihilo nihil fit. 11 sierpnia 2020 roku jakoby „ruszyły” kluby lokalne. Miało ich być 490. Mogły być znakomitą sprężyną wyborczą, bo istotą wyborów jest praca struktury. To one w terenie mogłyby na przykład obnażać kradzież przez PiS retoryki antyukraińskiej.

Koordynatorem tych klubów, a następnie Przewodniczącym Zespołu Klubów Konfederacji był właśnie Witold Tumanowicz.

Góra urodziła mysz. Pewnie też winien Korwin?

Tyle u mnie słychać. Uważam, w rzeczy samej, że jednak – dzięki postawie Grzegorza Brauna i Janusza. Korwina Mikke w chwilach najtrudniejszych – Konfederacja osiągnęła sukces. Będzie mógł powstać klub parlamentarny, który ma większe możliwości działania.

Autor : Tomasz Niewierny


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *