Skip to main content

Lawinowy wzrost diagnoz autyzmu w Polsce: Co mówią dane NFZ? 321% wzrostu kosztów, 130% wzrostu liczby pacjentów w 4 lata

Analiza danych uzyskanych z Narodowego Funduszu Zdrowia w trybie dostępu do informacji publicznej

Autor: Piotr Sterkowski Data: wrzesień 2025


NFZ odpowiada na wniosek o informację publiczną i co? : liczby jak z koszmaru ministra finansów. W cztery lata koszty leczenia autyzmu urosły o 321%, liczba pacjentów – o 130%. Jeśli ten trend się utrzyma, to za kilka lat państwo polskie wyda na autyzm więcej niż na całe sądownictwo.

Tylko że jest tu pewien drobiazg. Rodzi się coraz mniej dzieci. W 2020 roku urodziło się ich 355 tysięcy, w 2024 już tylko 272 tysiące. I właśnie w tym czasie liczba maluchów z diagnozą autyzmu… podwoiła się. Matematyka jest bezlitosna: współczynnik wzrósł z 2,2% do 5,7%. Co to znaczy? Że autyzm w Polsce rozprzestrzenia się szybciej niż TikTok?

Nie da się uciec od pytań. Czy to realna epidemia, czy raczej epidemia diagnoz? Bo można podejrzewać, że mamy do czynienia z czymś na kształt „mody na autyzm”. Nie w sensie, że dzieci same z siebie masowo zaczęły chorować. Raczej w sensie, że system, szkoły, poradnie i całe rzesze specjalistów odkryły, że bez magicznego papierka nie ma pieniędzy, a z papierkiem są.

I tak autyzm stał się przepustką – do dodatkowych godzin w szkole, do terapii, do świadczeń. A gdy popyt spotyka się z podażą, to powstaje rynek. I to rynek warty już setki milionów rocznie.

Nie oznacza to oczywiście, że problem nie istnieje. Owszem – istnieje. Ale czy naprawdę w kraju, gdzie rodzi się coraz mniej dzieci, nagle mamy mieć dziesiątki tysięcy nowych przypadków rocznie? Czy ktoś tu nie pomylił realnej opieki z biznesem na „diagnozie na wszelki wypadek”?

Pytania się mnożą:

  • Czy to faktyczny wzrost autyzmu, czy jedynie statystyczna inflacja diagnoz?
  • Kto na tym zyskuje – dzieci, które dostają wsparcie, czy raczej system, który podbija kontrakty?
  • Czy państwo przygotowało się na obsługę 200–300 tysięcy osób z ASD, czy znów „gasimy pożar” i liczymy, że jakoś to będzie?

Na razie NFZ umywa ręce: kontraktuje tyle, ile może, a na wizytę w trybie „stabilnym” czeka się średnio… rok. A że w mniejszych miejscowościach wciąż są białe plamy – kogo to obchodzi?

Ile to wszystko będzie nas kosztować?

Bo dziś, w 2024 roku, cała ta układanka kosztuje państwo około 6 miliardów złotych rocznie. Na sam NFZ idzie prawie 246 milionów. Subwencja oświatowa na dzieci z autyzmem to około 4,3 miliarda, a świadczenia socjalne to kolejny miliard złotych. I uwaga – to czterokrotny wzrost kosztów w zaledwie 4 lata, przy „tylko” dwukrotnym wzroście liczby diagnoz. System kosztów wymyka się spod kontroli szybciej niż sama liczba przypadków.

Ale to dopiero początek. Jeśli trend się utrzyma, to w 2030 roku będziemy płacić:

  • ponad 2 miliardy złotych tylko w ramach NFZ,
  • 10-12 miliardów na edukację specjalną,
  • kolejne 3 miliardy w świadczeniach socjalnych.

Łącznie: około 15-17 miliardów złotych bezpośrednich wydatków. Do tego trzeba doliczyć koszty pośrednie – czyli utraconą produktywność rodziców, którzy zamiast pracować, zajmują się dziećmi. Szacunek? 5-8 miliardów złotych.

Razem wychodzi około 20-25 miliardów złotych rocznie.

Dla porządku: to niemal cały budżet Ministerstwa Sprawiedliwości. To równowartość dziesięciu stadionów narodowych. To także ponad 30% programu 800+.

Jeśli ktoś uważa, że to tylko „moda na autyzm”, to musi przyznać – to najdroższa moda w historii polskiego państwa. Moda, która za chwilę będzie kosztować nas tyle, co zakup myśliwców F-35.

Pełne dane otrzymane z NFZ są dostępne do wglądu.

[Dokumenty źródłowe]

One Comment

  • Marek pisze:

    Diagnoza opiera sie na bardzo dokladnym opisie klinicznym wiec nie ejst tu mozliwe wyludzenie. Co laczy te dzieci to bardzo niski poziom zdrowych bakterii jelitowych które kieruja ukladem znanym jako gut brain axis. W skrócie poziom jest indeksowany od 1 do 28 a takie dzieci maja poziomy rzedu 2 do 10. Tego sie nie da oszukac. Badania prowadzi instytut mikroekologii w Warszawie lub Poznaniu. Co jest jednak przyczyna? Pestycyd o nazwie glifosat (nazwa handlowa roundup) niszczy 98% dobrych bakterii jelitowych (blokujac tzw shikimate pathway). Glifosat pozostaje przez lata w glebie a wiekszosc Polaków jest nim silnie skazona (vide: https://glyphosat-test.de/map.php ). Nalezy dazyc do natychmiastowego zakazania stosowania tego pestycydu. Unia Europejska podniosla norme na glifostat w moczu z 0,5 na 1,7 ng/ml. Prosze samemu sie przebadac. Jesli nic z tym nie zrobimy to Polska sie rozleci bo nikt nie bedzie w stania zapanowac nad kosztami.
    Serdecznie pozdrawiam, Marek Strassenburg Kleciak

Zostaw komentarz