Skip to main content

Bruksela wydaje 36 miliardów złotych na zakneblowanie wolnych mediów

11 LISTOPADA – MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI. 16 LIPCA – POGRZEB WOLNOŚCI SŁOWA.

Setki tysięcy Polaków przeszło ulicami Warszawy, święcąc odzyskanie niepodległości. W tym samym czasie, w klimatyzowanych gabinetach Brukseli, urzędnicy Komisji Europejskiej pisali instrukcję zniewolenia.

Nazwa projektu? AgoraEU.
Budżet? 8,582 miliarda euro.
Cel? Kontrola nad tym, co wolno Ci myśleć.

To nie teoria spiskowa. To oficjalny dokument Komisji Europejskiej. I jeśli nikt tego nie zatrzyma – za kilka lat nie będziesz mógł krzyknąć głośno, bo system Cię wyciszy.

SCENARIUSZ ZNANY Z HISTORII

Znasz ten schemat. Widziałeś go już kilka razy.

Najpierw kupują. Potem kontrolują.

Rolnicy? Dostali dotacje. Dziś nie mogą zasiać bez zgody Brukseli. Nie mogą sprzedać bez sprawdzenia norm. Uzależnieni. Ujarzmieni. Posłuszni.

Lekarze? Otrzymali programy zdrowotne. Dziś spędzają połowę czasu na wypełnianiu formularzy zamiast ratować życie. Sparaliżowani biurokracją.

A teraz przyszła kolej na dziennikarzy.

I to jest bardzo niebezpiecznie. Bo jak kontrolujesz media, kontrolujesz umysły. A jak kontrolujesz umysły, kontrolujesz wszystko.

36 MILIARDÓW ZŁOTYCH NA KUPIENIE MILCZENIA

Osiem i pół miliarda euro. W przeliczeniu: ponad 36 miliardów złotych. Polskich pieniędzy. Twoich pieniędzy i moich – naszych.

Na co?

Bruksela mówi, że na „ochronę wolności mediów”. Na „walkę z dezinformacją”. Na „pluralizm i niezależność dziennikarską”.

Ale to kłamstwo.

Prawda jest prosta: media w Europie umierają. Spadają przychody, maleje zaufanie, platformy Big Tech zabierają rynek. I zamiast pomóc dziennikarzom odzyskać niezależność, Bruksela oferuje narkotyk.

Uzależnienie od dotacji.

Media, które chcą przetrwać, będą musiały prosić Brukselę o pieniądze. A Bruksela będzie je rozdawała pod jednym warunkiem:

„Mów to, co my chcemy usłyszeć.”

KTO DECYDUJE, CO TO JEST „DEZINFORMACJA”?

W dokumentach AgoraEU wielokrotnie pojawia się hasło: „walka z dezinformacją”.

Brzmi dobrze, prawda? Kto by nie chciał walczyć z kłamstwem?

Ale kto decyduje, co jest kłamstwem, a co prawdą?

Ty? Ja? Wolni dziennikarze?

Nie.

Urzędnicy.

I mają do tego narzędzie: Digital Services Act (DSA) – ustawę, która daje Komisji Europejskiej prawo do egzekwowania tego, co nazywają „bezpieczną przestrzenią informacyjną”.

Czytaj: cenzurą.

Dziś piszesz, że granice powinny być zamknięte? Ksenofobia.
Jutro kwestionujesz ideologię gender? Transfobia.
Pojutrze krytykujesz Unię? Dezinformacja.

I tracisz dostęp do pieniędzy. Tracisz zasięgi. Znikasz.

LEWICOWA AGENDA JAKO WARUNEK FINANSOWANIA

Nie wierzysz? Przeczytaj dokument AgoraEU.

Cytuję dosłownie: media finansowane z tego programu muszą promować „przeciwdziałanie wszelkim formom dyskryminacji i nietolerancji, w tym ksenofobii, rasizmu, antysemityzmu, homofobii, bifobii, transfobii, interfobii.

Nie żartuję. To jest czarno na białymoficjalnym dokumencie Komisji Europejskiej.

Czyli co?

Jeśli prowadzisz redakcję, która krytykuje ideologię LGBTQ+ – nie dostaniesz ani grosza.
Jeśli jesteś dziennikarzem piszącym o zagrożeniach migracji – nie dostaniesz wsparcia.
Jeśli masz własne zdanie, które nie pasuje do brukselskiej poprawności politycznej – jesteś wrogiem.

To nie jest wsparcie dla wolności mediów.

To jest kupowanie posłuszności.

MINISTERSTWO PRAWDY – EUROPEJSKA WERSJA 1984

George Orwell ostrzegał.

W „1984″ władza kontrolowała społeczeństwo przez Ministerstwo Prawdy – instytucję, która decydowała, co jest prawdą, a co kłamstwem.

Dziś Bruksela buduje takie Ministerstwo. Tylko nazywa je inaczej.

AgoraEU. Media Freedom Act. Digital Services Act.

Trzy elementy tego samego systemu. Systemu, który ma zakneblować wolność słowa i narzucić jedyną, słuszną narrację.

I robi to za Twoje pieniądze.

CZY W TAKIEJ POLSCE CHCESZ ŻYĆ?

A może bardziej precyzyjne pytanie: czy chcesz w niej gnić?

Bo to nie będzie życie.

To będzie agonia.

Powolne, systematyczne duszenie wolności. Stopniowe wyciszanie głosów, które nie pasują do brukselskiego schematu. Coraz mniejsza przestrzeń na prawdziwą debatę.

Za 10 lat Polska będzie wyglądała tak:

  • Wyreżyserowane twarze w telewizji, które mówią tylko to, co bezpieczne.
  • Skryte myśli – bo głośno powiedzieć będzie niebezpieczne.
  • Kotki i wygłupy w internecie – bo tylko pod nimi można bezpiecznie kliknąć lajka. Reszta? Ocenzurowana.

Czy tego chcesz?

Czy na to zasługuje naród, który przez całe stulecia walczył o wolność?

Nie.

TO NIE JEST DLA CIEBIE – TO DLA TYCH PRZY KORYCIE

I teraz kluczowe pytanie: dla kogo jest ta Unia?

Bo na pewno nie dla Ciebie.

Nie dla zwykłego Polaka, który płaci podatki i ogląda, jak jego pieniądze wędrują do Brukseli, a wracają z instrukcją obsługi.

Ta Unia jest dla lobbystów. Dla fundacji, które realizują unijne projekty. Dla polityków robiących kariery na brukselskich dotacjach. Dla dziennikarzy, którzy dostają granty za poprawnie polityczne teksty.

Dla nich Unia to paśnik. I będą walczyć, żebyś w niej został. Będą Cię straszyć, że bez Unii zbankrutujemy. Że stracimy fundusze. Że wrócimy do średniowiecza.

Ale prawda jest inna.

Prawda jest taka, że bilans dawno wyszedł na zero. I za każde euro, które dostajemy, płacimy cenę – cenę suwerenności, cenę wolności, cenę naszej tożsamości.

CZY POLSKA POWINNA POZOSTAĆ W TAKIEJ UNII?

To pytanie, które musimy zadać teraz.

Czy chcemy być w Unii, która:

  • Buduje Ministerstwo Prawdy?
  • Kupuje dziennikarzy za pieniądze podatników?
  • Mówi Polakom, co mają myśleć, mówić, w co wierzyć?

Unia – taka, jaką mamy dziś – jest zagrożeniem dla wolności słowa, demokracji i naszej przyszłości.

CO DALEJ?

W najbliższych dniach będziesz słyszeć w mediach, że AgoraEU to „wspaniały program wsparcia dla dziennikarstwa”. Że to „ochrona wolności mediów”. Że to „inwestycja w demokrację”.

Nie daj się zwieść.

To jest inwestycja w kontrolę. To jest budowa systemu propagandy. To jest gwałt na wolności słowa – finansowany z pieniędzy wyrwanych z Twojego gardła.

36 miliardów złotych.

Na to, żeby dziennikarze stali się urzędnikami ideologii.

Czy tego chcemy?

Jeśli nie zaczniemy tej dyskusji teraz – za kilka lat będzie za późno.

Zostaw komentarz