Skip to main content

„Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny;
a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.”
— Ewangelia według św. Łukasza 16,10

Mamy w Polsce bardzo piękny zwyczaj – raz dziennie któryś z polityków występuje w roli świętego oburzonego. W jednej ręce transparent, w drugiej mikrofon, na ustach gniew i troska. Krytykują rząd – obecny lub poprzedni, to już wedle barw klubowych. Że rozpasanie, że marnotrawstwo, że Unia nałożyła procedurę nadmiernego deficytu. I słusznie! Tylko że…

No właśnie. Czy nasi wybrańcy narodu, ci z mównicy i Twittera, potrafią sami ogarnąć elementarz? Mam tu na myśli coś znacznie prostszego niż konstytucja czy ratyfikacja traktatu. Coś, co zna każdy przedsiębiorca i urzędnik z gminy: sprawozdanie finansowe. Taki zwykły kwit, że kasa się zgadza albo się nie zgadza.

W Sejmie każda partia, klub i koło dostaje pieniądze – i to niemałe – na swoje funkcjonowanie. Na biura, asystentów, drukarki, wizyty w terenie, spotkania z wyborcami. Nie ma w tym nic złego – ale jest jeden haczyk: należy się z tych pieniędzy rozliczać. Składać sprawozdania, przedstawiać na co, komu i ile poszło.

I tu wchodzi moje pytanie, całe na biało:
Czy nasi parlamentarzyści wywiązują się z tych obowiązków?


Wniosek wysłany. Sprawdzam!

Nie mogąc już dłużej słuchać pustosłowia i naparzanki „bo wy wtedy, a my teraz!”, postanowiłem zrobić coś niebywałego: złożyłem oficjalny wniosek o dostęp do informacji publicznej do Kancelarii Sejmu RP. Tak po prostu – żeby się dowiedzieć, czy ci, którzy domagają się porządku w państwie, sami utrzymują porządek w… swoich papierach.

Poprosiłem o bardzo konkretne dane:

  • które kluby i koła złożyły sprawozdania finansowe,
  • czy ktoś tego obowiązku nie wypełnił, a jeśli nie – to dlaczego,
  • czy były za to konsekwencje (np. wstrzymane środki),
  • ile pieniędzy otrzymały poszczególne kluby i koła w obecnej kadencji,
  • oraz – czy Najwyższa Izba Kontroli zaglądała do tych biur, ile razy i co z tego wynikło.

Proste pytania, prawda? Ot, rachunek sumienia biurowy.


Mikroskala, czyli prawdziwy test uczciwości

Bo widzicie Państwo – wszyscy mówią o „systemie”, „strukturach”, „naprawie państwa”. Ale może trzeba zacząć od mikroskali. Od tych kilku biurek w sejmowym korytarzu, gdzie siedzi asystent poselski, gdzie księgowa robi przelewy, gdzie poseł przez sekundę rzuca okiem na faktury.

Jeśli ktoś nie potrafi ogarnąć budżetu własnego biura – to z jakiego niby powodu mamy wierzyć, że ogarnie budżet państwa? Dlatego – sprawdzam. I obiecuję: jak tylko otrzymam odpowiedź, opublikuję wyniki. Nazwiska, liczby, daty – wszystko czarno na białym.


Bo transparentność to nie dekoracja

To nie jest polityczny atak, to nie jest kampania. To elementarna kontrola obywatelska. Transparentność to nie slogan z wyborczego baneru – to obowiązek. I właśnie dlatego warto czasem rzucić światło na miejsca, gdzie nikt nie patrzy. Bo czasem najciemniej… no właśnie tam.


Śledźcie stronę – odpowiedź z Sejmu już niedługo. A potem zobaczymy, kto w drobnej rzeczy był wierny.

Zostaw komentarz