Piotr Sterkowski
Marian Banaś zakłada stowarzyszenie. No i co z tego? – zapytacie.
Kolejny polityk, który stracił stołek, teraz szuka nowego zajęcia. Historia stara jak polska polityka. Tylko że z Banasiem jest jeden problem – przez lata faktycznie robił coś, z czego ja osobiście korzystałem. Raporty NIK. Konkretne, merytoryczne, obnażające mechanizmy.
I tu zaczyna się prawdziwe pytanie: czy ten człowiek zakłada stowarzyszenie, bo chce dalej walczyć o interes obywatela, czy po prostu – nie chce iść na emeryturę?
NIK, która nie kontroluje rządu, to fikcja
Posłuchajcie, o co tak naprawdę chodzi z Najwyższą Izbą Kontroli. To instytucja, która ma patrzeć władzy na ręce. Kontrolować, czy rząd nie sypie kasą na lewo i prawo, czy urzędnicy nie kombinują, czy minister nie kupił sobie przypadkiem jachtu za pieniądze z funduszu.
Formalnie prezes NIK jest chroniony – Sejm może go odwołać tylko w ściśle określonych przypadkach. Choroba, wyrok sądowy, kłamstwo lustracyjne. Teoria piękna. Praktyka?
Gdy prezes NIK wie, że większość sejmowa chce go zniszczyć, gdy prokuratura wszczyna śledztwa, gdy media dostaną „materiały kompromitujące”, gdy partia rządząca robi wszystko, żeby go zdyskredytować – ile jest warta ta formalna ochrona?
Banaś to przeżył. PiS próbowało go zniszczyć, nie udało się. Obecna władza też nie była zachwycona. I właśnie dlatego – przy wszystkich swoich kontrowersjach, aferach, pokojach na godziny – miał jeden atut: był niewygodny dla WSZYSTKICH.
Pytanie brzmi: czy wykorzystał tę niezależność dla obywateli, czy dla własnej politycznej gry?
Czego NIK NIE powinna robić
Nie oszukujmy się. Przez większość kadencji Banasia NIK zajmowała się wojną polityczną. PiS chciało go zniszczyć, on odpowiadał raportami uderzającymi w rząd. To nie jest kontrola państwa. To jest polityczna pyskówka z użyciem instytucji.
Dopiero jak poczuł, że może nie zostać wybrany na drugą kadencję, wrócił do tego, co powinien robić od początku: finanse publiczne, mechanizmy, realne problemy obywateli. I wtedy jego raporty znowu miały sens.
Raport o wykonaniu budżetu państwa w 2024 roku był strzałem w dziesiątkę. Banaś nie oszczędził obecnej władzy, gromił ją za to, że powiela schematy i mechanizmy poprzedników. Wreszcie mówił o tym, co najważniejsze – o finansach publicznych, o transparentności, o kontroli wydatków.
I to właśnie takie wystąpienia pokazują, po co nam niezależna NIK. Bo inspirują do działania. Osobiście wykorzystałem informacje wtedy przekazane, żeby złożyć petycję do komisji sejmowej o przywrócenie transparentności w finansach publicznych. Petycja z 21 lipca 2025 roku – konkretna, merytoryczna, oparta na danych z NIK.
To jest właśnie różnica między NIK, która robi politykę, a NIK, która robi swoje. Pierwsza daje materiał do artykułów. Druga daje narzędzia do realnych zmian.
Stowarzyszenie Banasia – szansa czy ściema?
Teraz Banaś mówi: „środowisko chce wykorzystać kapitał i dorobek”. Jaworski dodaje: „ludzie domagają się jego aktywności”.
Dobra, ale JACY ludzie? Jakie środowisko? Bo jeśli to ludzie z Kongresu Naprawy Polski z 2023 roku – byli ministrowie, generałowie, prawicowi działacze – to wiemy, jak to się skończy. Kolejna partyjka, która będzie się nawzajem oklaskiwać na konferencjach.
Polska nie potrzebuje kolejnej partii. Polska potrzebuje kogoś, kto będzie patrzył władzy na ręce. Niezależnie od tego, czy ta władza to PiS, PO, czy Konfederacja.
Pytanie, na które Banaś musi odpowiedzieć
Czy Marian Banaś jest gotowy NIE wpaść w pułapkę polityki?
Bo w polskiej polityce nie ma miejsca na niezależność. Albo jesteś z Kaczyńskim, albo z Tuskiem. Albo z lewicą, albo z prawicą. Trzecia droga? Kończy albo jako satelita, albo jako margines.
Jeśli Banaś chce, żeby jego stowarzyszenie miało sens, musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy robi to dla obywateli, czy dla siebie?
Jeśli dla obywateli – niech dalej robi to, co robił w najlepszych momentach w NIK. Niech obnaża mechanizmy. Niech pokazuje, gdzie państwo marnuje kasę. Niech mówi niewygodną prawdę – bez względu na to, kto akurat rządzi.
Jeśli dla siebie – niech się nie dziwi, że za rok nikt go nie będzie pamiętał.
Co ja o tym myślę?
Regularnie korzystałem z raportów NIK. Były konkretne, merytoryczne, pokazywały realne problemy. Dlatego obserwuję ten ruch Banasia z uwagą.
Ale też z dystansem.
Bo widziałem już za dużo polityków, którzy zaczynali od „naprawy Polski”, a kończyli na budowaniu własnego zaplecza politycznego.
I nie chodzi o to, że samo posiadanie chęci na to, żeby mieć wpływ to coś złego. Przeciwnie – jeśli ktoś ma doświadczenie i kompetencje, powinien je wykorzystać. Problem w tym, w jakiej kolejności się to robi.
Najpierw konkretne działania, merytoryka, pokazanie, że naprawdę ci zależy na rozwiązaniu problemów. A dopiero potem – jeśli jest na to zapotrzebowanie – budowanie struktur politycznych.
Politycy mają tendencję do stawiania wozu przed koniem. Najpierw zakładają partię, robią konferencje, zbierają ludzi wokół siebie. A dopiero potem – może – myślą o konkretach. I to właśnie dlatego większość takich inicjatyw kończy w politycznej nirwanie.
Marian Banaś ma szansę być inny. Ma doświadczenie, ma ludzi, ma kapitał zaufania u tych, którzy czytali raporty NIK. Pytanie brzmi: co z tym zrobi? Czy zacznie od pracy u podstaw, czy od budowania politycznej machiny?
Czas pokaże. Na razie patrzę. I czekam na czyny, nie słowa.


Nie chciał się dogadać i wejść do istniejącego Ruchu Naprawy Polski, więc dołożył sobie M.B.
No tak idzie. Ale dokąd to zmierza?
Co to za byt. Pierwszy raz o tym słyszę