Codziennie w Polsce ktoś się oburza. Politycy – jedni mniej, drudzy bardziej – stają na barykadach słownych, walcząc o rację, tworząc wrażenie, że kraj stanie się lepszy, gdy tylko „ten zły” rząd w końcu odejdzie. Transparenty, mikrofony, gniewne wpisy – przerzucają się oskarżeniami o marnotrawstwo, deficyt, gigantyczne zadłużenie. Brzmi znajomo? Tyle tylko, że w tym całym teatrze nikt nawet nie pomyśli, aby zadać proste pytanie: czy ci sami politycy potrafią ogarnąć budżet swojego własnego biura?
Nie, nie chodzi o wielkie rządowe miliardy, tylko o te „parę” milionów złotych, które Sejm co roku rozdaje partiom i klubom na normalne, bieżące funkcjonowanie – asystentów, drukarki, wyjazdy do wyborców. I każde z tych ugrupowań musi się z tych pieniędzy rozliczyć — złożyć sprawozdanie finansowe, żeby wiadomo było, że kasa się zgadza. Proste jak drut, ale nie dla wszystkich.
Postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda naprawdę i wysłałem oficjalny wniosek o dostęp do informacji publicznej do Kancelarii Sejmu. Pytałem wprost: kto i kiedy złożył sprawozdanie, kto się spóźnił, czy były konsekwencje, ile środków dostały poszczególne kluby i koła, a także czy Najwyższa Izba Kontroli w ogóle sprawdzała te rozliczania.
Odpowiedź Sejmu to prawdziwy rachunek sumienia.
Transparentność po polsku: kwoty i przewiny
Na pierwszy rzut oka większość klubów i kół rozlicza się poprawnie, choć nie zawsze na czas. Ale wyjątki rzucają się w oczy niczym czerwona kartka na boisku.
Weźmy na przykład Klub Poselski Konfederacja. W IX kadencji Sejmu sprawozdania z lat 2020–2022 składali z dużym opóźnieniem: za rok 2020 dopiero 21 kwietnia 2021, za 2021 rok – 21 czerwca 2022, a za 2022 rok – dopiero 28 kwietnia 2023. Wstrzymano wtedy wypłatę środków do czasu złożenia wymaganych dokumentów – Odpowiedź z Kancelarii Sejmu Biura Komunikacji Społecznej dot. rozliczenia klubów i kół parlamentarnych z dnia 04.08.2025 r.
To jednak nie koniec problemów Konfederacji. Dotarły do mnie informacje potwierdzające, że Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe Komitetu Wyborczego Konfederacja Wolność i Niepodległość z wyborów do Parlamentu Europejskiego 2024 roku. Powód? Jednodniowe spóźnienie złożenia dokumentów (termin mijał 9 września 2024, a sprawozdanie wpłynęło 10 września), brak dokumentacji technicznych problemów z systemem ePUAP, a przede wszystkim – poważne nieścisłości finansowe. Mowa m.in. o rozliczeniu 20 tysięcy banerów, zakupie alkoholu na kwotę 60 zł (na spotkanie z kontrahentem i ludźmi od kampanii), a także o nieuprawnionym przelewie na prywatny rachunek pełnomocnika finansowego.
Konfederacja straciła prawo do ponad miliona złotych dotacji za wybory do PE, a co więcej – może utracić prawa do subwencji na kolejną kadencję Sejmu, które rocznie sięgają około 8 milionów złotych. Do końca kadencji może to oznaczać nawet 23 miliony złotych, które klub mógłby nie otrzymać, jeśli sytuacja się nie zmieni.
Kto ile dostał? Liczby mówią same za siebie
Spójrzmy na kwoty, które partie i kluby dostały na prowadzenie swoich biur w X kadencji Sejmu (od 13 listopada 2023 do 23 lipca 2025):
- Prawo i Sprawiedliwość — ponad 8,13 mln zł
- Koalicja Obywatelska (Platforma, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Zieloni) — 6,91 mln zł
- Polska 2050 – Trzecia Droga — 2,15 mln zł
- Polskie Stronnictwo Ludowe – Trzecia Droga — 2,14 mln zł
- Koalicyjny Klub Lewicy (Nowa Lewica, PPS, Razem, Unia Pracy) — 1,64 mln zł
- Klub Poselski Konfederacja — 1,39 mln zł
- Pozostałe koła poselskie i parlamentarne — kilkadziesiąt tysięcy złotych każdy.
A jak było w IX kadencji (2019–2023)? Najwięcej dostał PiS: ponad 19 mln zł, z czego ponad 4,7 mln zł zwrócono. Koalicja Obywatelska rozliczyła się prawie w całości (blisko 11,3 mln zł wydatkowała na cele statutowe). Konfederacja dostała ponad 865 tys. zł i rozliczyła się bez zwrotów. Z kolei Kukiz’15 jako koło poselskie wydało około 211 tys. zł, zwracając 4 tys. zł.
Bywajcie więc uważni, drodzy politycy
Czy można na podstawie tych danych powiedzieć, że w polskim Sejmie jest pełna kontrola i transparentność? Odpowiedź jest niejednoznaczna. Większość klubów i kół wywiązuje się z obowiązków, choć nie bez opóźnień. Ale nawet drobne zaniedbania i opóźnienia mogą skutkować poważnymi konsekwencjami finansowymi. Przykład Konfederacji niech będzie tego najlepszym dowodem – ryzyko utraty milionów złotych dotacji i subwencji pokazuje, że „mikroskala” nie zna taryfy ulgowej.
I jeszcze Najwyższa Izba Kontroli – która w teorii powinna być strażnikiem porządku finansowego – rzuca na ten temat niewiele światła. Kancelaria Sejmu nie wskazała żadnych istotnych wyników kontroli NIK w tej materii, co samo w sobie jest sygnałem, że przez biurka parlamentarzystów niezbyt często zagląda zewnętrzna kontrola.
Najprostszy test uczciwości
Zamiast spierać się na poziomie gigantycznych państwowych budżetów, zacznijmy od podstaw — od tego, co pod nosem polityków, czyli biurowych sprawozdań finansowych. Jeśli ktoś nie potrafi ogarnąć kilku milionów złotych na własnym zapleczu, dlaczego miałby poradzić sobie z miliardami w budżecie państwa?
Prawdziwa transparentność zaczyna się od drobiazgów. A te dokumenty oraz liczby, które uzyskałem, pokazują, że nawet w „mikroskali” nie każdemu politykowi można wierzyć.
Czekam na kolejne raporty, a Państwu radzę: bądźcie czujni, bo kto w drobnej rzeczy nie jest uczciwy, ten i w wielkiej też nie będzie.

